Huśtawka do niczego, czyli przemyślenia nastolatki
Cześć! A więc w pierwszym bodajże poście pisałam, że za niedługo pojawi się prolog do opowiadania. I jest! Przed chwilą go skończyłam. Opowiadanie nosi tytuł ,,Huśtawka do niczego, czyli przemyślenia nastolatki''
Prolog
 |
| Jakaś dziewczyna na huśtawce z Google Grafika :) |
Słońce na ogół tak pospolite wydawało się być dla Klementyny w tym momencie, co najmniej dziwne. Szczególnie to, że jego promyki potrafią się wedrzeć wszędzie, nie zostawiając ani trochę prywatności. I nie ma takiego miejsca, żeby się nie wepchnęły. Zawsze to zrobią i koniec! Myśli czternastolatki biegły tym torem, ponieważ był pierwszy tydzień września i upał jak nie miara. Klementin (jak zdrobniale nazywała ją rodzina i przyjaciele) miała dosyć gorąca, więc siedziała na huśtawce i marzyła o tym, by słońce dało gałęziom sosny trochę prywatności, ale niestety tak się nie stało. Dziewczyna powachlowała się ręką, i zaczęła rozmyślać, lecz już nie o Słońcu, tylko o całej sprawie, jaka zaprzątała jej myśli przez ostatnie dni. Właściwie była zła na siebie, że zaczęła, ponieważ usiadła na huśtawce, by odpocząć, pomyśleć o błahych sprawach, jak np.o promykach Słońca. Ale nie umiała przestać. I myślała o tej całym zamieszaniu. A owa huśtawka zawieszona na krzywej gałęzi lekko ją bujała. Bo huśtać nie umiała. Dlaczego? A więc.. Klementyna błagała przed rokiem swojego tatę o huśtawkę. Pan Szymon kupił materiały, to znaczy ładną, wyrównaną, drewnianą deskę i liny. Zawiesił na sośnie, w ogrodzie, w pobliżu cichej, nie hałaśliwej drogi. Wszystko wydawało się naprawdę piękne, i kiedy wówczas świeżo upieczona I-gimnazjalistka, przyszła ze szkoły od razu podbiegła do huśtawki. Usiadła i zaczęła się huśtać. A patrzące na nią ptaki zamiast zobaczyć roześmianą dziewczyną, z rozwianym blond warkoczem oraz wesołymi szarymi oczami zobaczyli zniesmaczoną twarz Klementyny, która była też rozżalona. Okazało się, że huśtawka zawieszona krzywo na gałęzi nie jest w stanie huśtać prosto. Co najwyżej to na boki, co powoduje bolesne uderzenia o korę sosny. Tak więc była to huśtawka nie umiejąca huśtać. Co więc robiła? Nic-jak myślała z przekonaniem II-gimnazjalistka. Była to huśtawka bez roboty. Taka...taka...Huśtawka do niczego. Ale czy rzeczywiście?
W ostatnim poście napisałam, że pod każdym postem, czy to opowiadaniem, czy nie znajdzie się jakiś literacki obrazek. Dzisiaj w Google Grafika wyszukałam o to takiego kota! :)
To już na dzisiaj wszystko! Liczę na Wasze opinie! Jeśli się spodobało, to czekajcie na pierwszy rozdział tego opowiadania.
Żegnam, Karla.